A piwo tutaj podają w kuflach, czyli spacerem przez Wiedeń.


- Jedziesz z nami? Rezerwuję bilety!

To była szybka decyzja. Jedna z tych kiedy wstajesz i po prostu wychodzisz. Zabierasz
 tyle co na sobie. Nie wiesz po co i dlaczego, ale masz pewność, że humor  i dobra zabawa gwarantowane. Jak za dawnych, dobrych, studenckich czasów. Przewoźnik odjeżdża
 o 22:15. Przed nami kilka godzin nocnej jazdy i na miejsce docieramy o 6 rano.



No tak, sobota! Jeszcze trochę czasu upłynie zanim Wiedeń zacznie tętnić życiem. Kierujemy się do wyczajonego wcześniej  McDonalda. Podobno czynny 24h. Chętnie napiję się kawy, no może nie od razu po wiedeńsku. Trudno... Po drodze mijamy Belweder.
To będzie ostatni punkt naszej wyprawy. Jeszcze tu dziś wrócimy.
Miasto śpi. Zachwyca.
Takie ułożone ..
Cały chodnik nasz :)
Goethe też jakiś zamyślony, niezbyt rozmowny. Może dlatego , że jeszcze wcześnie..
Kto rano wstaje.... Nie przeszkadzamy :)
Szukamy śladów polskiej historii. Może Sobieski gdzieś się wyłoni?
Spacer  nabiera tempa,
mijamy wiele muzeów, biblioteki, pałace...

cesarska rezydencja Hofburg, dziś siedziba prezydenta republiki
 Już godzina 10:12?  Pogoda utrzymuje się na znośnym poziomie, trochę mglisto...
Po drodze trafiamy na iście cesarski przybytek, tylko 50 centów.
W przewodniku nie ma wzmianki. Na mapie też...
W ogrodach było przepięknie...
"Aleją palmową" docieramy do Parlamentu,
...że też na ścieżce rowerowej nigdy nie ma korków.
Parlament
Godz 10:25. Chyba trochę się spóźnia. A może w Wiedniu czas wolniej płynie ?
Widać Ratusz.
Dziś był zamknięty dla przypadkowych turystów. Wieczorem będzie koncert.
Pomimo zawodu , wszystko dalej jakby w normie. Ciśnienie też.
A na horyzoncie wyłaniają się dwie wieże Kościoła Wotywnego.
A  to co? Też koncert?
No, nie mogę!!!... Samsung zanosi modły o lepszą sprzedaż!!!..
Wchodzimy do środka, mam nadzieję, że nie zasypią nas telefonami.



Jeszcze chwila odpoczynku i ruszamy dalej. 
Następny punkt to Katedra św. Szczepana.
Mijamy teatr, banki, sklepy... Coś zaczyna się chmurzyć. Trzeba poszukać miłej kafejki.
No i pada.
 ...dalej leje...
Jakie to było piwo? Zabijcie mnie, ....nie wiem.

    Dużo piany, dużo bąbelków. 
I było podane w kufelku.


W Polsce tak rzadko podają piwo w kuflach, nawet w słynnych piwiarniach ciężko uświadczyć rytuału. Wszystkie kampanie reklamowe pokazują szklanice, a przecież kufel jest najwłaściwszym naczyniem dla tego złotego trunku. A tu proszę! Pierwsza lepsza kawiarenka i kufelek.


Komu w drogę, temu czas. Jeszcze mamy wiele do zobaczenia.

Katedra św. Szczepana przepiękna.
W środku....dziwne wrażenie,
Nie daleko mieszka Mozart,  nie było go w domu.
Strauss jak zwykle pogrywa...
Kurde.. piwo zaczęło działać?!? Krzywe domy?
Na karuzelę już nie idę!!!
Zawracamy do centrum przez Kanał Dunajski.
Plac Św. Karola.
Nie chcę się stąd ruszać, ale muszę. 
Muszę zobaczyć Belweder.
Górny Belweder.




 Czas już żegnać to piękne miasto.
Te kilkanaście godzin, pomimo zmęczenia będę miło wspominać. Oprócz wiedzy na temat tego przepięknego miasta doświadczyłam tutaj czegoś więcej. Wspaniałe, zabytkowe budowle, doskonale utrzymana aglomeracja, uśmiechnięci ludzie, mnóstwo turystów z różnych zakątków świata, wyniosłość i bardzo wysoki styl życia, a jednocześnie  niczym nieskrępowana swoboda i przyjacielskie nastawienie. I na prawdę tak niewiele potrzeba by się tu znaleźć, wystarczy chcieć.
Na pewno tu wrócę, tzn. wyskoczę na piwko. Jeszcze tyle do zobaczenia. 



...Jak oni cudownie parkują, mistrzostwo świata ...



Zdjęcia robione amatorskim aparatem pochodzą z prywatnych zbiorów.

Popularne posty z tego bloga

Truskawki z Martini - letni , orzeźwiający, smaczny i prosty drink na upalny dzień

Mamajuana dobra na wszystko .

Sambuca